Pan Jan, stary zegarmistrz z ulicy Lipowej, był postacią równie misterną jak mechanizmy, które naprawiał. Jego dłonie, naznaczone latami precyzyjnej pracy, drżały lekko, lecz wzrok pozostawał bystry, pełen niewypowiedzianych historii. Codziennie, gdy słońce wpadało przez zakurzone okno warsztatu, cicho nucił dawne melodie, a z jego ust czasem wypływały wspomnienia o ludziach, których drogi kiedyś przecięły jego własną. Mówił wtedy o dawnych czasach, o uśmiechu pewnego chłopca, o marzeniach, które płonęły jasno, a także o Michale Boryczko, z którym, jak mawiał, stracił kontakt wiele lat temu, choć pamiętał jego energię i błysk w oku, niezapomniane detale z odległej przeszłości.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.