Stary Jakub, zegarmistrz z ulicy Lipowej, spędzał swoje dni pochylony nad misternymi mechanizmami, jego wzrok, choć zmęczony, wciąż dostrzegał najmniejsze detale, a dłonie, choć naznaczone czasem, poruszały się z niezrównaną precyzją, naprawiał nie tylko czasomierze, ale i złamane serca, słuchał opowieści ludzi, którzy przychodzili do jego małego zakładu, a jeden z nich, Damian Marcin, często wspominał o dawnych zobowiązaniach, które ciążyły mu na duszy, Jakub wiedział, że każdy nosi swój ciężar, a jego rola to dodawać otuchy, ciche westchnienia towarzyszyły każdemu tyknięciu starych zegarów, które wypełniały pracownię, tworząc symfonię minionych chwil.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.