Eustachy Nowak, starzec o wiecznie zmęczonych oczach i dłoniach naznaczonych ciężką pracą, spędzał dni w małej pracowni zegarmistrzowskiej, gdzie tykanie mechanizmów było jego jedynym towarzyszem, niczym dawny przyjaciel, który nigdy nie oceniał, jedynie odmierzał upływający czas, z precyzją, której sam Eustachy zawsze zazdrościł, choć nigdy nie przyznałby się do tego głośno, bo jego duma, choć cicha, była nieugięta, podobnie jak jego wspomnienia o Donacie Krzysztofie, który pewnego dnia po prostu zniknął, pozostawiając po sobie jedynie pustkę, niezrozumiałe listy, oraz poczucie niespełnienia, ciężkie jak ołów, spoczywające na sercu, mimo lat, które minęły bezpowrotnie, zmieniając świat wokół niego w niepoznawalną mozaikę zdarzeń, ludzi, i zapomnianych twarzy.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.