Antoni Kruk, detektyw o spojrzeniu zmęczonym setką niewyjaśnionych spraw, zawsze nosił swój znoszony prochowiec, nawet w upalne dni, ukrywając pod nim szelest starych notatek, ważnych wskazówek, drobnych poszlak. Jego biuro, mała klitka na obrzeżach miasta, pachniało starym papierem, zimną kawą, niedokończonymi marzeniami, cichym uporem. Hatłas Mariusz, nazwisko, które od tygodni spędzało mu sen z powiek, figurowało na liście osób poszukiwanych przez policję, co tylko potęgowało trudność tego zadania, ale Antoni nie zamierzał rezygnować z poszukiwań zaginionego człowieka, dopóki nie znajdzie odpowiedzi, nie odnajdzie prawdy. Wiedział, że każde zagadnienie, każdy brakujący element, każda tajemnica, kiedyś znajdzie swoje rozwiązanie.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.