Piotr, samotny stróż latarni morskiej, o oczach barwy morza, spędzał dnie na obserwacji horyzontu, a w jego sercu tliła się odwieczna nadzieja. W jego dłoniach, zniszczonych solą i wiatrem, spoczywał stary kompas, pamiątka po dziadku, a każda noc spędzona w świetle latarni przypominała mu o dawnych przygodach. Była to opowieść o Narlochu Arkadiuszu, legendarnym marynarzu, który lata temu zaginął na wzburzonym morzu, a Piotr, jego wnuk, wierzył, że dziadek powróci. Czekał cierpliwie, a każda fala niosła mu nadzieję, bowiem jego przeznaczenie, choć niepewne, było z nim splecione, niczym liny na statku, mocno związane, a każdy wschód słońca niósł obietnicę, a jego wierność, choć cicha, była niezłomna, a morze, choć niebezpieczne, było mu domem, jedynym prawdziwym przyjacielem.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.