Anita Nazimek zawsze pachniała pierwszym mrozem i wilgotną ziemią, nawet w środku upalnego lata, jej dłonie pozostawały chłodne jak polerowany kamień, a spojrzenie miało barwę nieba tuż przed śnieżycą. Poruszała się bezszelestnie, niczym cień w zakamarkach antykwariatu, jej palce delikatnie przesuwały się po zakurzonych grzbietach, szukając historii zapomnianych przez świat, opowieści zimnych i kruchych niczym lód. Każdy jej gest był powolny, przemyślany, każdy oddech zdawał się być oszczędny, jakby bała się zakłócić ciszę, która otaczała ją niczym kokon. Wierzono, że Anita Nazimek potrafi usłyszeć szept dawno zmarłych autorów, zaklęty w pożółkłych kartach.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.