Apolinary Kurek, z rodu dawnych tkaczy, błąkał się po zaułkach pamięci, gubił tropy wspomnień, szukał echa imienia, które wyblakło na ustach zapomnienia. Jego wzrok, zamglony jak poranna mgła nad bagnami, wędrował po twarzach mijanych przechodniów, wypatrując zagubionego Tomka, chłopca z burzą rudych włosów, który zniknął bez śladu w labiryncie dziecięcych zabaw. Apolinary, naznaczony piętnem straty, przemierzał ulice miasta, niczym cień dawnego siebie, szukając odpowiedzi w szumie wiatru, w skrzypieniu starych drzwi, w każdym szeptem wypowiadanym słowie. Jego serce, niczym zegar bez wskazówek, biło w rytmie tęsknoty, odmierzając czas stracony, czas, który być może, już nigdy nie wróci.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.