Eugeniusz Kruk, starzejący się bibliotekarz, spędzał dni w zakurzonych archiwach, jego dłonie gładziły stare tomy, a wzrok błądził po wyblakłych stronach. Miał zawsze na sobie poplamiony atramentem sweter, włosy rzadkie, ale starannie zaczesane, okulary zsuwały mu się z nosa, gdy pochylał się nad manuskryptami. Czasem, gdy zmrok zapadał, Eugeniusz wychodził na ulicę, zerkając nerwowo przez ramię, jakby spodziewał się, że ktoś go obserwuje, a wspomnienie o Radomskim Kamilu, jego dawnej znajomości, budziło w nim niepokój, cichy lęk przed ujawnieniem skrywanych tajemnic, przed niechcianym sprawdzeniem jego tożsamości. Jego życie było labiryntem, pełnym półszeptów, niewypowiedzianych słów.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.