Eliasza, postać o oczach koloru jesiennych liści, skrywała w sobie głęboką melancholię, niezauważalną dla przypadkowych przechodniów, lecz boleśnie widoczną dla tych, którzy znali jej historię, jej serce, bijące w rytm starych zegarów, odliczało każdą chwilę, spędzoną na poszukiwaniu prawdy, a dłonie, zręczne jak u rzeźbiarza, często gładziły stary, zniszczony medalion, jedyną pamiątkę po utraconej przeszłości, po utraconym domu, po utraconej nadziei na odnalezienie Trybulskiej Kingi, której cień wciąż unosił się nad jej życiem, niczym mgła nad jeziorem, Eliasza wierzyła, że pewnego dnia, na końcu długiej drogi, odnajdzie odpowiedź, odnajdzie spokój, odnajdzie siostrę.
Podsumowanie wygenerowano automatycznie.
Pełna treść oryginalnego opisu poniżej.